W roku szkolnym 2000/2001 zostałam wychowawcą klasy IV. Już na pierwszych zajęciach zauważyłam, że dwójka dzieci nie jest akceptowana przez rówieśników. Nikt z klasy nie chciał z nimi pracować w grupie. Jednym z tych uczniów była Bogusia. Uczennica ta jest bardzo spokojna i sympatyczna, chociaż nie radzi sobie z wymaganiami programowymi. Dlatego w tym roku szkolnym uczęszcza na zajęcia wyrównawcze z języka polskiego i z matematyki. W klasie IV jest 9-dziewcząt i dlatego jedna z nich, z przyczyn oczywistych, nie może mieć koleżanki w ławce i siedzi sama. Jest to właśnie Bogusia. W czasie przeprowadzanych zajęć obserwowałam Bogusię (zajęcia z języka polskiego, godziny do dyspozycji wychowawcy) i chciałam przesadzić ją do koleżanki tak, aby to nie Bogusia siedziała sama, ale niestety zabieg ten nie powiódł mi się. Do dnia dzisiejszego Bogusia siedzi sama w ostatniej ławce (jest najwyższa w klasie). Obserwując zachowanie klasy zauważyłam, ze ten problem nie powstał w tym roku szkolnym. Rozmawiałam z wychowawcą nauczania zintegrowanego, która rozpoczęła pracę z Bogusią w I-klasie. Okazało się, że Bogusia przyszła do szkoły bez książek i zeszytów, była bardzo zaniedbana, a klasa wówczas się z nią nie przyjaźniła. Jednak po pół roku różnice pomiędzy uczniami a Bogusią zmniejszyły się i została zaakceptowana. Sytuacja pogorszyła się w II-klasie, z winy zarówno Bogusi, jak i klasy. Po rozmowach, przygotowałam dla mojej klasy ankietę sprawdzającą poczucie przynależności. Po jej przeprowadzeniu i przeanalizowaniu uzyskanych wyników, dowiedziałam się (m. in.) z ankiety Bogusi, że nikt jej nie lubi i może porozmawiać tylko ze mną. Koleżanki, którym proponuje zabawę lub rozmowę, odrzucają jej propozycje. Jeżeli ta sytuacja nie zmieni się w klasie IV, to Bogusia może zacząć wagarować lub, za zgodą matki, pozostawać w domu i nie uczęszczać na zajęcia szkolne. Takie sytuacje miały już miejsce w młodszych klasach, kiedy to Bogusia potrafiła nie przychodzić na lekcje nawet przez kilka tygodni.
Zbliżający się okres dojrzewania może ten proces przyśpieszyć. Bogusia będzie bowiem szukała akceptacji własnej osoby u rówieśników, będzie szukała kogoś w swoim wieku, dla kogo będzie coś znaczyła i kto ją zaakceptuje taką, jaka jest. Przedłużanie się istniejącej sytuacji może dla Bogusi skończyć się odrzuceniem szkoły, jako miejsca dla niej nieprzyjaznego. Przypuszczam, że tej sytuacji nie poprawi współpraca z domem rodzinnym, dlatego, ponieważ kontakt z rodzicami Bogusi jest utrudniony.
Jej rodzice są już starszymi osobami, którzy ponadto mają za sobą przeszłość kryminalną. Nie zawsze można zaprosić ich do szkoły - zależy to od ich dobrej woli, a ta jest z kolei dość zmienna. Sytuacja rodzinna powoduje, że rodzice Bogusi pozwalają jej na wszystko, co przyczynia się do powstawania dużych zaległości w nauce dziecka. Występuje też brak kontroli ze strony rodziny podczas odrabiania lekcji. Przedstawiona tu sytuacja w rodzinie Bogusi nie nastraja optymistycznie, co do możliwości wspierania jej przez rodziców w nauce w przyszłości. Chcąc pokazać klasie, że akceptuję Bogusię taką, jaka jest, próbuję ją angażować w sprawy klasowe - dyżury klasowe, podlewanie kwiatów, itp. Bogusia poczuła się dzięki temu bardzo pewnie i to do tego stopnia, że inni uczniowie w klasie przychodzili ze skargami na nią. Chodziło im o to, że Bogusia po prostu zaczęła im odbierać przypisane czynności, np. jako dyżurnym - ścierania tablicy. Twierdzili bezceremonialnie, że ona się "rządzi". Taka sytuacja również była niewłaściwa, gdyż Bogusia mogła poczuć się faworyzowana, a to z kolei pociągało za sobą możliwość kolejnego odrzucenia przez rówieśników. Wyjaśniłam, zatem Bogusi, że każdemu uczniowi zależy na pochwałach podczas wypełniania obowiązków i nie powinna im tego uniemożliwiać. Obecnie sytuacja uległa pewnemu uspokojeniu, ale nie jestem pewna, czy już się rozwiązała. Bogusia jest obecnie najstarszym dzieckiem w domu. Charakteryzuje się cechami podobnymi do opisywanych przez Jane Nelsen w książce pt. "Pozytywna dyscyplina", a odnoszącymi się do dzieci najstarszych w rodzinach. W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że takie dzieci przyjmują rolę przywódcy wśród rodzeństwa. Obecna postawa Bogusi jest ponadto potwierdzeniem faktu, że dziecko szuka akceptacji i przynależności na różne sposoby, czasem niewłaściwe i nieakceptowane przez otoczenie i swoich rówieśników. Dzisiaj jeszcze nie jestem do końca pewna, w jakim kierunku ma pójść moje działanie wychowawcze wobec Bogusi. Uważam - przede wszystkim, że powinno być ono nacechowane dużą ostrożnością, delikatnością i obiektywizmem także wobec całej klasy. Pokazując klasie, że akceptuję Bogusię taką, jaką jest, można łatwo doprowadzić do sytuacji, że mój jeden niewłaściwy gest zburzy te w miarę zrównoważone relacje. Wtedy mogę już nie mieć wpływu na rozwój Bogusi. Z kolei czekając tylko na reakcje klasy, bez ingerowania i kontrolowania, może dojść do tego, że Bogusia przestanie chodzić do szkoły. To wszystko, co mogła się nauczyć w szkole na lekcjach, przestanie być dla niej dostępne. Autorytet nauczyciela w oczach dziecka, kiedy ono dojrzewa, traci na wartości. Do tego rodzina z dużymi, własnymi problemami, również nie będzie mogła być autorytetem dla Bogusi. Jedną z wielu potrzeb dziecka jest potrzeba uznania i akceptacji. Dziecko tworzy sobie obraz siebie samego, na podstawie tego, jak go traktują najbliższe osoby. Jeżeli jest kochane i akceptowane, jeżeli słyszy dość często pochwały i słowa uznania (prawdziwe).
Wówczas wyrastający z dziecka dojrzały już człowiek, ma wyrobione poczucie własnej wartości i przez to niezbędny komfort psychiczny. Takiemu człowiekowi jest łatwiej żyć i rozwijać swoje możliwości, ponieważ posiada możliwość akceptowania siebie i innych.
(W. Szewczyk - "Jak sobie z tym poradzić?"). Celem mojej
dalszej pracy wychowawczej będzie poszukanie w oczach klasy mocnych stron Bogusi, co
spowoduje wzrost zainteresowania nią. Ponadto postaram się jej poszukać kogoś, kto
będzie dla niej przyjacielem.
Opracowała:
mgr Ewa Jolanta Olszewska
wychowawca klasy IV
Strona została umieszczona na serwerze ODN w Płocku